Wyznania Szczęśliwej Mięsożerczyni

Nasza redaktorka Lisa od czasu do czasu uwielbia zjeść hamburgera. A oto dlaczego. 

Pamiętam swojego pierwszego hamburgera, tak jak inni ludzie pamiętają pierwszy pocałunek czy pierwszą przejażdżkę kolejką górską. 

Przepełniona radością trzymałam babcię za rękę w legendarnej restauracji w Chicago. Stałam tam z buzującymi zmysłami i słuchałam skwierczenia hamburgerów przyciskanych do ogromnego grilla, obserwując, jak mężczyźni w śmiesznie poskładanych białych czapkach bez trudu obracają nimi w powietrzu. Przesiąknięte odurzającym zapachem mięsa ubrania i włosy pachniały nim do końca tego dnia.

Potem wzięłam swój pierwszy kęs. Symfonia umami, soli i american dream.  

Skok w przyszłość o dobre – ehm – 30+ lat, a ja nadal słyszę chóry anielskie za każdym razem, gdy zatapiam swoje zęby w soczystym hamburgerze.  

Jednak ostatnio burgery zaczęły wzbudzać niemałe kontrowersje w związku z obawami dotyczącymi zdrowia i środowiska. Wszędzie pojawiają się roślinne alternatywy dla mięsa. 

Wątpię jednak, żebym miała w najbliższej przyszłości zmienić swoje przyzwyczajenia. 

Dlaczego? 

Czy nienawidzę zwierząt? (Nie, kocham je. Nic nie poradzę, że niektóre z nich są pyszne). Czy kwestionuję zmiany klimatyczne? (Oczywiście, że nie, ale czy mój comiesięczny burger naprawdę tak bardzo zwiększa emisję metanu?). 

Tak jak w przypadku wielu rzeczy – to kwestia natury i wychowania.

Jedzenie burgera daje mi rodzaj… naturalnej satysfakcji. Może to być klasycznie pyszny burger bez udziwnień, albo jedna z tych modnych wersji dla foodies – z oliwą truflową i mięsem z krowy, która skończyła historię sztuki na Sorbonie. Tak czy siak – burger syci. Wypełnia fizyczną pustkę, której wrap z surową cukinią po prostu nie jest w stanie wypełnić. 

Dla mnie to także kwestia emocjonalna.  Każdy burger ma moc przenoszenia mnie z powrotem do czasów letniego grillowania nad jeziorem. 

Czy sobotnich turniejów baseballowych, kiedy wszyscy ojcowie gromadzili się wokół ognia, popijali piwo i sprzeczali o to, jak najlepiej zapobiec wydostaniu się smakowitych soków z burgera. 

Do mojej rodzinnej mieściny w amerykańskim Midwest, gdzie miejscowe liceum wybiera Miss Wołowiny, która nadzoruje przebieg dorocznych dożynek. Tak, jest tam konkurs na Najlepszą Krowę. Oszczędzę Wam szczegółów na temat tego, co „wygrywa” zdobywczyni 1. miejsca. 

Przykro mi, przyjaciele wegetarianie. Wiem, że to dla Was trudne. W geście pojednania od czasu do czasu zjem Wasze burgery z burakiem lub portobello. Jednak nie będą one w stanie zająć miejsca ukochanego oryginału. Jestem szczęśliwą mięsożerczynią.